RSS
 

Zza firanki …

02 gru

Uwielbiam zaglądać w okna … Gdzieś wysoko w wieżowcach i mniejszych blokach, domach świecą światła żyrandoli i lamp. Zza firanek wyglądają ludzkie cienie, migające ekrany telewizorów. Życie podzielone na kondygnacje poziome i pionowe. Idealnie wpisane w rzędy i kolumny. Gdzieś tam w każdym malutkim pudełku toczy się życie. Są smutki i radości, które zebrane w całość są anonimowym chaosem śmiechu i łez. Dopiero przystając mogę skupić swoją uwagę …

Przyglądam się i całą sobą zastanawiam, czy to czwarte od lewej na piątym piętrze to szczęśliwy punkt. Jasno oświetlone okno z podniesioną roletą zaprasza życie do środka. Nie znam ani zapachu ani dźwięku tego domu. A jednak wyobrażam sobie popołudniową krzątaninę dnia. Taką  jak z obrazka … mama wołająca dzieci na obiad, szczekający pies i tato, który wraca z zakupami do domu i przegania kota ze swoich kapci. Ciepło od tych ludzi bije tak jasno, iż wspomaga żarówki. Gwar i domowe ciasto, śmiech i kakao …

Jakże inaczej zagląda się do kolejnego okna… To na trzecim piętrze po prawo, zaraz na samym szczycie jest wytłumione. Mimo odsłoniętych zasłon widać boczną jasny punkt, który jedynie rozprasza mrok. Nawet monitor telewizora jest jakby spowolniony, ponieważ statycznie przenika zimny błękit z bielą … Czy skulona, wyobrażona postać pod kocem jest zrozpaczona? Czy po jej twarzy płyną łzy smutku i rozpaczy? Trudno rozpoznać nawet płeć … Czuję, że to bardzo kiepskie dni dla tego skulonego człowieka, który próbuje przerwać migającym , bezsensownym obrazem … Uciekam wzrokiem od okna czując, że za bardzo naruszyłam kruchy spokój. Mimo, że tak naprawdę nic nie widziałam…

Wysiadam z autobusu i mimowolnie spoglądam w swoje okno. Zza firanki nikt nie wygląda. Czerń za szybą świadczy o tym, że nikt nie cieszy się i nie płacze za zasłoniętą roletą. Ciekawa jestem co myślą inni zaglądając właśnie tam, gdzie czasem przesuwa się cień mojej postaci zza firanki. Nigdy się nie dowiem. Nawet nie wiem czy inni tak jak ja uwielbiają zaglądać w okna jak w ludzkie serca … ;-)  

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Niewiarygodne WSZYSTKO

14 lis

Patrzyłam na prowizoryczną scenę, bardzo profesjonalne instrumenty i ludzi, których znałam z pracy. Coś do siebie pokazywali. Poprawiłam się w fotelu i … wbiło mnie :lol: Nie jestem koneserem muzycznym, ale to co usłyszałam było piękne … Utwory, które z nam z oryginałów idealnie zagrane, wyśpiewane  :lol: . Popatrzyłam na pozostałych. Uśmiechnęłam się, ponieważ ich wyraz twarzy bardzo przypominał mój. Niedowierzanie przemieszane z uznaniem. Zapadłam się w fotel … zapadłam się w muzykę … zapadłam się w swoje przemyślenia …

Jakie to niesamowite, kiedy tak różne osoby mają tę samą pasję i tak pięknie ją łączą. Trudno powiedzieć, że znam tego faceta na przeciw, który głębokim głosem wyśpiewywał słowa piosenek. Wiem jednak, że ten z gitarą po prawo to szczery i uśmiechnięty człowiek IT. Wiem, że jego poglądy polityczne są dla mnie zbyt prawicowe … A jednak go lubię. Zapewne jak redaktor z drugą gitarą, który słynie z luzu, dobrego humoru i błyskotliwości. Wróciłam do wokalisty, którego tatuaże na przedramionach zawsze przyciągają mój wzrok. Są piękne …  :mrgreen: . Nieśmiały członek marketingu szalał przy perkusji tak, że myślałam iż całą energię z tygodnia zbiera by właśnie w takich chwilach dać z siebie wszystko. I kolejny z gitarą, który uśmiechem zjednuje sobie wszystkich dookoła.Wow! Poproszona na scenę wyróżniająca się dama wraz z kolegą redakcyjnym „dała czadu” śpiewając pewien znany utwór. Niewiarygodne ….  :roll:

Serce łomoce mi w piersi. Czuję jak łączy ich WSZYSTKO i jednak NIC. A może NIC i WSZYSTKO? Bo czymże innym może być to co robią? Z taką pasją oddają się temu, co kochają. Poza głosem, energią i talentem przekazują nam duszę. Poczułam jak chłonę każdy skrawek dobrej energii. Poczułam, że jestem małym elementem większej układanki i mam szczęście znać wielu „fajnych” ludzi. Poczułam ulgę. Tam w środku ta muzyka płynąca z naprzeciwka dała mi wiarę, że będzie lepiej, że będzie dobrze. Dziękuję …  :-D . Za WSZYSTKO płynące z duszy.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Coś gdzieś mnie pcha …

09 lis

Coś, gdzieś mnie pcha. Każe mi biec, pędzić. Sen spędza z powiek i wybudza w nocy. Łapie za oddech i natychmiast każe siadać na łóżku. Siedzę i obmyślam plan. Na nowy dzień, tydzień, rok. Nie wiem czemu chcę nagle, już teraz wiedzieć co będę robić, czym zapełniać dni. Nagle Coś każe mi się położyć. Czuję pernamentne zmęczenie… Zastanawiam się, kiedy odzyskam siły by iść dalej. Gdzieś zniknął pęd …Chyba nie ogarniam siebie…  :mrgreen: Wszystko mi jedno, a może chcę wszystko? Odpływam w sen i zastanawiam się czy z nastaniem poranka galimatias we mnie lekko się uspokoi.

Coś gdzieś mnie pcha. Jeszcze oczu nie mogę otworzyć, a mózg już planuje. Boję się, że zwoje w głowie zaczną się dymić i dojdzie do zwarcia.  :mrgreen:  Sama z siebie się śmieję. Według tego co na szybko zaplanowałam czasu nie będę miała na … NIC. Nagle błysnęła iskierka z napisem „a może po pracy się po prostu położę…”. Jak szybko się pojawiła tak szybko została zmazana. Takie leżenie to marazm, regres. Muszę przed tym uciec. Przed tą niebezpieczna myślą o leżeniu. Coś każe mi wstać z krzesła i iść … Idę … Czy wolę kiedy to Coś mnie pcha? Nie wiem … Czy wolę, kiedy to Coś każe mi leżeć? Nie wiem … Nie wiem NIC. Ale czy ja jedna? Chyba nie …. 

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bywa i MÓJ czas … :)

23 paź
Za pierwszym razem siedziałam zaspana nad komórką i musiało minąć kilka chwil, zanim do mnie dotarło. To co widziałam jako udostępnione przez „Gdynia” na fb było MOIM zdjęciem. Ja je zrobiłam!  :mrgreen:  Od początku do końca było moim pomysłem i „okiem”. A teraz zupełnie nieznane i osoby „gdzieś tam” uznały, że jest dobre, że może podobać się innym. Ustawili je na profilu poważnej strony i czekali na reakcję i wrażliwość oglądających… Wow!  :lol: Poczułam się dumna z siebie …  :lol:  
 
Szłam tydzień temu nad morze. Inna trasa i inne widoki. Było mi zimno i wstrząsały mną dreszcze. Bałam się, że nie dam rady utrzymać aparatu. Mimo rękawiczek dłonie miałam przemarznięte … Spojrzałam w lewo i zobaczyłam prześliczne jarzębiny … W uszach płynęły dźwięki… Nagle moje ciało zniknęło. Byłam tylko ja i moje CZUCIE. Tak jakby nagle świat zniknął dając jedynie kulę z wygrywanych nut i same cudowne obiekty do fotografowania. Widziałam światło, którego nie powinno być. Cienie w ciemnościach i samotność wśród tłumów. Wdzierał się zapach słonej wody, a płuca oddychały niesamowitą świeżością. Nie kontrolowałam tego gdzie idę i dlaczego. Po prostu wciąż ruszałam się jakbym miała jakiś radar na najpiękniejsze miejsca. Było niesamowicie… Przez tych kilka chwil … godzin czułam się wolna i szczęśliwa. Gdzieś daleko za sobą zostawiłam siebie – jeszcze obolałą i taką właśnie zmarzniętą. Tam gdzieś na plaży przy smagającym wietrze byłam pełna energii i ciepła.
 
 
Dzisiaj patrzę na drugie zdjęcie, gdzie przy skrócie „fot.” widnieje moje imię i nazwisko  :mrgreen: . Nie spodziewałam się, że kolejny raz poczuję, że „dzisiaj to MÓJ czas”. Taki dzień uśmiechu i zadowolenia z siebie. Bardzo mi potrzebne takie momenty wiary w zmianę… Uśmiecham się do komórki drugi raz. Patrzę na ilość polubień (wow!  :lol: ), udostępnień … Tak więc bywa i mój czas. Ten czas kiedy fotografuję bo to jest czas magiczny. Te zaczarowane godziny, które odrywają od rzeczywistości i dają energię. Oraz ten kiedy inni, zupełnie obcy ludzie dają kciuk w górę jakby mówili „dobrze jest!”  :lol: . Tak … bywa MÓJ czas … 
 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Myślicinno

16 paź
Dostałam w prezencie słowo :mrgreen:
Wiem, że to może niecodzienny podarunek, a jednak bardzo mi się spodobał -MYŚLICINNO. Według mnie nazywa idealnie to, co ostatnio w środku przeżywam. A właściwie jak żyją we mnie własnym życiem moje myśli i czucie z nimi związane. Może to i trochę zakręcone, ale zapewne każdy ma lub miewa takie własne, prawie fizyczne miejsca, na myśli ulotne i stałe. Tyle ich … zupełnie niemożliwych do przekazania. Przecież czasem nazwane na głos nabierają większego znaczenia. Nie chcę tego teraz … nie ze wszystkim … Bo przecież się godzę … 
Bo przecież się godzę … z tym, że nie dostałam możliwości podjęcia decyzji. Albo chociaż wpływu na jej podjęcie. Możliwości wyrażenia swojego zdania, emocji i uczuć. Postawiona przed faktem patrzyłam na puste dłonie z niedowierzaniem. Nie mogłam tupnąć nogą, wykrzyczeć żalu i frustracji. Gdzieś w pustkę mogłam tylko rzucać słowem, które nigdzie nie trafiało. Czułam się nieważna, nic nie znacząca, nie warta nawet wytłumaczenia DLACZEGO. I to było tak straszne, że ten żal wyrzucałam w środku, sama do siebie. Burze były z gromami i błyskawicami. Wiele ich było tego lata …  Pomogło …  ;-) .
Dzisiaj w moim Myślicinnie dziwię się. I bardzo nieskromnie powiem, że jest całkiem fajnym człowiekiem. Takim zwykłym niezwykłym – jak wielu z Nas. Mam swoje smutki, radości, pasje i przyjemności. Tyle jeszcze przede mną chwil! Pod kocem z kubkiem herbaty, z aparatem w ręku w mroźny dzień, leżących na plaży w upalny dzień, z katarem, ze zwycięstwem, z dumą, z porażką, z czułością, ze łzami … Dziwię się, że niby dla niczego z tego zrezygnował.  Dziwię się, że nie chciał w tym uczestniczyć i pozwolić bym ja w jego zwykłym niezwykłym życiu była i kochała. Tak. Burz i gromów już nie ma. Dzisiaj się dziwię pytając siebie „nie żal Ci tego co było i mogło być?” Oczywiście nie dostaję odpowiedzi. Ale przyjdzie dzień, kiedy w moim Myślicinnie zmienią się tematy rozmów. I może będą rzadsze  :lol:
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Twarze.

10 paź

Co dzień oglądam twarze. Na ulicy, w autobusie, sklepie. Wszędzie postacie, których mimika pokazuje co czują…

Starsza Pani, która ciągnie wózek z zakupami. Patrzę kiedy prostuje plecy i lekki grymas bólu przekrzywia jej usta. Mija ją mała dziewczyna, której mysie kucyki podskakują wraz z nią. Uśmiech jest szczery i pełen słońca w ten pochmurny dzień. Trochę dalej widzę zmęczoną twarz kobiety, która pcha wózek jedną ręką a w drugiej trzyma dłoń swojej drugiej latorośli. Uśmiecha się, kiwa głową na znak zgody, ale czytam z jej twarzy, że myślami jest zupełnie gdzieś indziej. Gdzieś, gdzie coś ją niepokoi lub martwi …

Szybko przechodzę przez ulicę. Widzę po prawo w granatowym samochodzie kierowcę. Trwa to kilka sekund, a wiem, że już jest spóźniony, że się spieszy, że nie na rękę było mu się zatrzymać. Ale przejście dla pieszych i nie miał wyboru… Jego oczy ponaglają mnie to szybszego przejścia. Siadam na ławce na przystanku. Wyjątkowo nie wyjmuję książki z torby. Fascynuje mnie dziewczyna, która stoi przede mną. Zmieniła się – filetowe włosy, czarne glany i poszarpane dżinsy. I jej twarz … taka promienna i pewna siebie. Kilka dni temu była smutna, a dzisiaj chyba nabrała pewności siebie. Może to te filetowe włosy  :lol: Wsiadam do autobusu. Dookoła mnie te same osoby. Zaczytane, uśmiechnięte, zaspane, zatroskane, zamyślone, szczęśliwe, zbolałe… pełne EMOCJI.

Dlatego tak trudno … tak trudno z fotografii wyczytać coś więcej. Wystudiowane pozy, uśmiechy do luster, wdechy na płaski brzuch i „dziubki” zamiast uśmiechu. Statyczne… Może to mnie się już nie chce, może to ja nie umiem dostrzec, że za tymi płaskimi odbiciami kryje się człowiek? Taki, który czyta, uśmiecha się, płacze, klnie kiedy uderzy się w palec i czuje ulgę kiedy spadnie deszcz w upalny dzień?  :lol: Nie wiem … przeglądam raz jeszcze i automatycznie przesuwam zdjęcia … szare oczy … czarne oczy … broda … łysy … Jestem składową tych samych fotek. Matko kochana – jak w zaklętym kręgu  :mrgreen:  :mrgreen: No to muszę uciec. To chyba nie mój czas  ;-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Inaczej jest …

02 paź

Jest inaczej. Czy lepiej? Nie wiem. Wiem na pewno, że każdego dnia po porostu inaczej niż ostatnio. Dni płyną, każdy swoim rytmem. I niby się spodziewałam, że tak będzie a jednak czuję się zaskoczona. Tak trochę jakbym z niedowierzaniem patrzyła na odbicie w lustrze. Jestem, to ja! O dziwo JA :mrgreen:  W jednym kawałku :-D . Klej jeszcze nie wysechł, kilku fragmentów szukam, ale poskładałam się z grubsza. Nie sama …

Sama chyba nie dałabym rady tak szybko odszukać drogi do samej siebie. Słowa otuchy, wsparcia na początku wydawały się mdłe i nieprawdziwe. Powtarzane jednak jak mantra zaczynały docierać do głowy i myśli. Wyjście na spacer, piwo z kimś żywym i wygadać się, wypłakać. Ohhh jakże tego było mi trzeba! Ta akceptacja mnie, mojego żalu i wiecznego „mielenia” tych samych zdarzeń i problemów, nawet moich głupich pomysłów. To wartość sama w sobie  :lol: Wypisywanie memoriałów do Tych, którzy daleko, dawało ulgę. Poczucie, że chociaż im jestem potrzebna, że dla nich jestem ważna było dopingiem do walki o siebie. Trywialne? NIE – PRAWDZIWE  :mrgreen:  

Dzięki temu dzisiaj, a nawet wczoraj zaczęłam robić znowu zdjęcia. Wzięłam aparat, który dostałam i już bez łez przez obiektyw zaczęłam dostrzegać otaczający mnie świat. Dzięki temu włożyłam słuchawki w uszy i zaczęłam słuchać muzyki. Znowu większość pobudza mnie do działania i nostalgii a nie smutku. Piszę i cieszę się ze słów, którymi oddaję i swoje uczucia i niekiedy tylko fantazję. Dzięki temu zaczynam myśleć, że może będzie dobrze. Może się uda kiedyś obudzić i powiedzieć „tak, dzisiaj jestem szczęśliwa”. Niezależnie czy obudzę się sama czy wtulona w czyjeś ramiona. Bo jak będzie nie wiem. Ale wiem, że dzisiaj inaczej jest … dzięki ludziom, którzy SĄ ze mną :lol:

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mur.

08 wrz

- Aniu, zmieniłaś się

- Nie… może trochę „dostosowałam” 

- Ojjj, zmieniłaś. O! Włosy masz inne!

- Tak… Byłam u fryzjera … Ale to tylko uczesanie. Ja się nie zmieniłam.

- Może … Ale ja jakoś czuję, że jesteś inna. Tak jakby … dalsza? 

- Nie! Przecież siedzę obok Ciebie.

- Właśnie Aniu! OBOK! Byłem w Tobie kilka dni temu!

- Smutku, byłeś … A teraz siedzisz obok. Czy to źle?

- Nie, ale … dziwnie. Dziwnie bo ja jestem obok, Radość siedzi z drugiej strony, widzę też jeszcze i Złość i Czułość  i …

- Wiem co widzisz. Przecież jestem z Tobą hahahahahaha

- O właśnie! Śmiejesz się też dziwnie. Tak jakby …

- Stłumiona?

- Dokładnie! Dlaczego tak jest? I Dlaczego Radość i Nadzieja tak dziwnie się zachowują …

- Smutku, ja buduję. Buduję taki śliczny, przejrzysty mur… dookoła siebie.

- Pamiętam go … Nie lubiłem tego …

- A ja tak. Dla mnie to była i teraz też będzie dobra ochrona. Ani Ty, ani Rozpacz, ani żadne złe uczucia we mnie nie tkwiły wtedy i teraz też nie będą.

- Ale ŻADNE uczucia w Tobie nie będą!

- Smutku, wszystko ma swoją cenę…Tak jest lepiej …Tak jest … bezpieczniej. Można spać, można czytać, oglądać … 

- … pisać … Ehhhh, trochę rozumiem …. A co robi Radość i Nadzieja?

- Próbują rysować moją kopułę, wiesz takie małe pęknięcia by runął ten mur.

- Tylko one wejdą???? Tak Aniu?

- Nie, niestety nie tylko one. Takie szczeliny są dla wszystkich. Dlatego je łatam. Muszę się czuć bezpieczna.

- Ahhhhh…. Aniu, zmieniłaś się.

- Nie, dostosowałam Smutku. Dostosowałam :) 

- Ale był czas kiedy zlikwidowałaś mur, kiedy go nie było! I….

- I… to był błąd. Naprawiam go. Idź już Smutku …

- Aniu …

- Nie słyszę Cię … Piszę.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

puk puk … Smutek?

27 sie

- puk puk

- Aniu odejdź …

- słucham?

- Aniu, odejdź!

- Smutku, ale to nie ja do Ciebie przychodzę, to wciąż Ty się czaisz …

- NIEPRAWDA! Chodzisz za mną i biegasz!!!  :evil:

- Smutku, uspokój się i pomyśl. Gdzie teraz stoisz?

- za drzwiami z napisem „łazienka”

- widzisz? Nie przyszłam do Ciebie. Ja po prostu myję łazienkę…

- i Go widzisz???

- oczywiście! Przecież uśmiechał się do mnie kiedy wychodził z rzeczami złożonymi w kostkę… A raz … taki cudowny raz stał za drzwiami kabiny i patrzył na mnie :lol:  i … hihihihihihi w końcu umył mi plecy!

- znowu Aniu jesteś!

- Smutku, ja tylko zmywam naczynia … widzę jego szare oczy, które się do mnie uśmiechają i ten grymas kiedy lekko wytyka mi język a ja się śmieje  :lol:

- A teraz co robisz. Zaczynam się o Ciebie niepokoić!

- Smutku, nie możesz się martwić. Przecież jesteś Smutkiem samym w sobie. Jak ty się martwisz, to jest źle  :roll:

- Przecież jesteś Aniu na dworze pełnym słońca i robisz zdjęcia. Gdzie podziała się Radość!

- ja się cieszę, ale Ty nadal mi towarzyszysz. Ja nie umiem zapomnieć jak dawał mi ten aparat. I robiąc zdjęcia widzę Jego poświatę na każdej fotografii.  Taki był podekscytowany, prawie jak ja! A ja… Boże! Spełniał właśnie wszystkie moje marzenia! BYŁ ze mną i dał mi coś, co zatrzymywało kadr z NASZEGO życia. Nawet jeśli to było tylko niebo nad nami …

- nie rozumiem, nie rozumiem czemu Cię śledzę … Przepraszam Aniu.

- widzisz Smutku, bo On jest we mnie. W każdym geście, uśmiechu, dotyku i spostrzeżeniu. Był moim najlepszym przyjacielem a odszedł … był moim partnerem a zniknął … był moim kochankiem a uciekł… Dlatego jesteś ze mną Smutku.

- tak bardzo Ci był potrzebny, Aniu?

- był i niestety jeszcze jest … Jak Ci to Smutku wytłumaczyć … hmmmmm… Wiem! Często w swoim życiu czułam strach. Czasem uzasadniony, czasem irracjonalny. I wtedy jak uwięziony ptak trzepotało się moje serce. Kiedyś powiedział do mnie „Kotku, przytul się. Potrzebujesz tego. Wiesz, jak się tulisz to czuję jak uspokaja się Twoje serce. To cudowne, tak powinno być”… i jeszcze mocniej przytulił i pocałował w czubek głowy … Eh …. 

- tak mi przykro Aniu …

- mnie też Smutku. Mnie też bo ja nadal potrzebuję jego ramion, a On już nie …

- minie to Aniu? Przestanę Cię śledzić?

- wszyscy mówią, że tak, a ja … A ja myślę, że nikt z nas tego nie wie,

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Złośliwy kurant.

02 sie

Stanęłam na rozstaju dróg. Sześć wyraźnych odnóży i masa maleńkich, ledwo widocznych ścieżek. Robiło się ciemno, było mi bardzo zimno. Wzruszyłam ramionami i pomyślałam, że zimno mi już od ponad dwóch tygodni. A to dziwne, przecież gorące lato w pełni… 8-O  Westchnęłam i raz jeszcze po woli obróciłam się dookoła własnej osi. Szarość przechodząca w czerń nadawała scenerii  diaboliczny wygląd. Ścieżki jednak nadal było widać. Poczułam się zmęczona … taka bardzo zmęczona, aż usiadłam.

Kamień, który posłużył mi za tymczasowe siedzisko był lodowaty i wilgotny. Wstrząsnęły mną dreszcze i lekko kuląc ramiona spojrzałam w niebo. Było dziwne i coś mi przypominało. Czułam gdzieś z tyłu głowy, że to było coś dobrego, jednak nie mogłam skojarzyć co to było. I tak zastygła w poszukiwaniu zaginionego wspomnienia usłyszałam skrzek. Taki powolny, jakby ktoś rozpędzał stary, zardzewiały rower. Dźwięk rozchodził się zewsząd i znikąd. Nabierał rozpędu i ze strachu podkurczyłam nogi podciągając je na kamień. Zaczynałam się naprawdę bać, kiedy zdałam sobie sprawę, że to nieznośne skrzypienie dochodzi z góry. Raz jeszcze zadarłam głowę i oniemiałam. Na tle mojego dobrego wspomnienia na niewidocznej wieży zawieszony był kurant. Złośliwy uśmiech zniekształconego dzioba i ta upiorna tablica w kształcie strzałki z napisem SZCZĘŚCIE. Zrozumiałam … to było moje zardzewiałe szczęście. Drwiło ze mnie wskazując co rusz inną z dróg.

Poczułam niemoc tak przeogromną, że nawet zimno przestało mi dokuczać. Nie miałam siły na strach, na łzy. Usłyszałam pikanie zegarka. Obudziłam się i przez kilka pierwszych sekund było mi dobrze. Aż uświadomiłam sobie, ze sen który śniłam może był dziwny, ale jakże prawdziwy. Poczułam ból i rozczarowanie. No cóż, nadal trzeba istnieć. Wstaję … muszę …

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii