RSS
 

Złośliwy kurant.

02 sie

Stanęłam na rozstaju dróg. Sześć wyraźnych odnóży i masa maleńkich, ledwo widocznych ścieżek. Robiło się ciemno, było mi bardzo zimno. Wzruszyłam ramionami i pomyślałam, że zimno mi już od ponad dwóch tygodni. A to dziwne, przecież gorące lato w pełni… 8-O  Westchnęłam i raz jeszcze po woli obróciłam się dookoła własnej osi. Szarość przechodząca w czerń nadawała scenerii  diaboliczny wygląd. Ścieżki jednak nadal było widać. Poczułam się zmęczona … taka bardzo zmęczona, aż usiadłam.

Kamień, który posłużył mi za tymczasowe siedzisko był lodowaty i wilgotny. Wstrząsnęły mną dreszcze i lekko kuląc ramiona spojrzałam w niebo. Było dziwne i coś mi przypominało. Czułam gdzieś z tyłu głowy, że to było coś dobrego, jednak nie mogłam skojarzyć co to było. I tak zastygła w poszukiwaniu zaginionego wspomnienia usłyszałam skrzek. Taki powolny, jakby ktoś rozpędzał stary, zardzewiały rower. Dźwięk rozchodził się zewsząd i znikąd. Nabierał rozpędu i ze strachu podkurczyłam nogi podciągając je na kamień. Zaczynałam się naprawdę bać, kiedy zdałam sobie sprawę, że to nieznośne skrzypienie dochodzi z góry. Raz jeszcze zadarłam głowę i oniemiałam. Na tle mojego dobrego wspomnienia na niewidocznej wieży zawieszony był kurant. Złośliwy uśmiech zniekształconego dzioba i ta upiorna tablica w kształcie strzałki z napisem SZCZĘŚCIE. Zrozumiałam … to było moje zardzewiałe szczęście. Drwiło ze mnie wskazując co rusz inną z dróg.

Poczułam niemoc tak przeogromną, że nawet zimno przestało mi dokuczać. Nie miałam siły na strach, na łzy. Usłyszałam pikanie zegarka. Obudziłam się i przez kilka pierwszych sekund było mi dobrze. Aż uświadomiłam sobie, ze sen który śniłam może był dziwny, ale jakże prawdziwy. Poczułam ból i rozczarowanie. No cóż, nadal trzeba istnieć. Wstaję … muszę …

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ból jest … nudny.

27 lip

„Ciocia, jestem fanem wampirów” – nagle usłyszałam mojego bratanka. Przebił się przez szum zamyślenia. Żyję ostatnio jak w bańce z cieczą i nie umiem się z niej wydostać.

„Tak?” lekko udawałam, że mnie to bardzo interesuje, chociaż nie czułam NIC. A właściwie czułam za dużo i starałam się zamrozić swoją duszę. „Tak, oglądam taki … Zmierzch. Tylko druga część jest nudna”.

Przypomniałam sobie i książki i film. Faktycznie część druga to opis rozpaczy po stracie ukochanej osoby. Główna bohaterka nie umie żyć. Niby je, ale nie czuje smaku, pije mimo, że nie odczuwa pragnienia. Chodzi do szkoły, mimo, że nie interesuje ją nic, co w niej się dzieje i czego uczą. Istnieje, bo życiem trudno to nazwać, bo ma kochającego ojca, matkę i przyjaciół. Wszyscy twierdzą, że z czasem przejdzie i czekają na jej uśmiech i właśnie ten moment … Ale książka jest według wielu po prostu najnudniejszą częścią.

A ja tak doskonale teraz ją rozumiem … Odrzucenie, niezrozumienie, żywa rozpacz. Dzisiaj, wczoraj, zapewne jutro jestem Bellą ze Zmierzchu. Żyję w ciemności pełnej zimnych powiewów i próbuję z całych sił się z tego impasu wyrwać. Nie umiem jeszcze … nie daję rady jeszcze … Istnieję, bo trudno nazwać to życiem. Ale jak i ona tęsknię i patrzę na puste dłonie, w których już nie odnajduję dłoni mojego Misia. Tylko, że bohaterka książki w końcu wtuliła się w ramiona swojego Edwarda. Mnie pozostają wspomnienia i pustka. Bo nawet odrzucenie nie zniwelowało uczuć.

Westchnęłam, po raz pierwszy od 14 dni rozejrzałam się w koło. Już dla wszystkich jestem nudna z tą swoją rozpaczą. Ból innych jest nudny, tylko dla cierpiącego jest więzieniem z którego nie umie wyjść. Ciekawe jak długo będę się po nim błąkać … 

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zachody słońca.

11 lip

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERANajbardziej ze wszystkich pór dnia kocham zmierzch, wtedy kiedy zachodzi słońce. Znany już dzień zamyka swój rozdział i to daje wytchnienie. Można usiąść przed telewizorem, komputerem czy z aparatem w ręku przy oknie i oddać się refleksji. :lol:  Zachody słońca, jak nasze dni są pełne jasności i nadziei lub chmurnie zamykają swoje oko. Niekiedy widzimy radość i śmiech, czasem grozę w ułożeniu nieba. Są nieprzewidywalne jak chwile i ludzie. Czas właśnie się kończy, czas tego dnia, który mija. Lubię ten moment. Będę mogła przyłożyć do poduszki głowę i rozpamiętywać piękny mijany dzień lub próbować zapomnieć, stłumić to, co było złe i bolesne. Uwypuklić szczęście lub zakopać strach. Tak, zachody słońca to dla mnie piękny czas … 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Hejt … śmierć …

19 maj

Jechaliśmy spokojnie, wyjątkowo spokojnie. Trochę rozmawialiśmy i chłonęliśmy słoneczną sobotę. Napawałam się bytnością mojego Miśka. Nieuchronnie zbliżał się dzień jego wyjazdu. Zamyślona poczułam hamowanie, bardziej gwałtowne niż zwykle. Spojrzałam przed siebie z uwagą i już wiedziałam, że coś złego się dzieje. W powietrzu latały czerwono – białe pachołki oddzielające dwa kierunki jazdy. Tumany kurzu wzmogły sekundowe napięcie, jaki obraz się wyłoni. Wyleciał kask. Jakby wystrzelony z procy pojawił się znikąd przelatując wysoko przed nami. Runął na ziemię a ja usłyszałam mojego Miśka jak mówi:

-K…wa … mam nadzieję, że bez głowy ….

Te zimne, przerażające słowa lekko mnie sparaliżowały. Zobaczyłam kątem oka, że za nami zatrzymuje się kolejny samochód, a mój mężczyzna właśnie wysiada by pomóc. Zdążyłam powiedzieć „Ja dzwonię pod 112″ i wyciągałam komórkę z torebki. Stałam na jezdni patrząc jak Miś i inni próbują pomóc… Było tyle krwi … Strasznie było mi zimno … Taka niesamowita, cholerna bezradność. I tylko te walające się części motoru, nieprzytomny mężczyzna bez butów, ogromna kałuża benzyny i oleju. W mojej głowie poza logicznymi myślami marszruta podświadomości przyswojonego gdzieś przed laty zabobonu „zgubił buty, nie przeżyje …”.

Jechaliśmy do domu próbując oswoić się z sytuacją, która nas spotkała. Tam bardzo było nam żal tego nieprzytomnego człowieka. Z całych sił chcieliśmy by przeżył … Po południu z artykułu na lokalnym portalu dowiedzieliśmy się, że jednak zginął. Nie dał rady, nie udało się… Od razu przypomniałam sobie tę kałużę jasnej, lekko fluorescencyjnej krwi i stopy w samych podartych już skarpetach. Zerknęłam na „Opinie” pod informacją.

Czytałam z niedowierzaniem! Tyle złych, podłych i cieknących jadem nienawiści wpisów nie widziałam dawno! Prawie nikt nie żałował życia. Wszyscy z przekąsem pisali, że motocyklista to mu się należało! Bo to dawca organów! Bo na pewno jechał niesamowicie szybko! Że ma za swoje! Czytałam i wracałam do poszczególnych opinii… Kilka osób próbowało bronić, ale niknęli w morzu hejtu. Więcej empatii odnajduję pod informacją o porzuconych szczeniakach. Nie mogłam uwierzyć! Do dziś prześladują mnie przeczytane, do kości złe słowa. Nie rozumiem … Nie jestem w stanie pojąć jak mamy mało szacunku do ludzkiego życia, jak mało w nas współczucia i stawiania się w cudzej sytuacji. To już nie egoizm. To podłość w czystej postaci. Przeraża mnie ten świat … :cry:  

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tato.

07 kwi

Kiedy wspominam mojego tatę zawsze czuję tęsknotę. Nie żyje ponad 10 lat a ja tęsknię jakby zabrakło go wczoraj… Tylko dzisiaj umiem wspominać go z uśmiechem, bez płaczu mimo że z rozedrganiem w duszy…

Mój tato … Ciepły i czuły człowiek. Pełen spokoju i cierpliwości. Akceptował decyzje moje i mojego rodzeństwa, nawet takie które niekoniecznie były dla niego zrozumiałe. Patrzył na nas, przez pryzmat miłości i wiary. Nigdy nie powiedział, że się nie uda. Zawsze twierdził, że należy iść do przodu i nie martwić się na zapas. Wyciągał nas z tarapatów i kierował na właściwe tory. Nigdy przy tym nie czuliśmy się pozbawieni własnej woli. Po prostu słuchał, po prostu był …

Czasem się denerwował! A jakże! Często się śmiał :) Pamiętam jak pękaliśmy ze śmiechu, kiedy pytał o drogę bo błądziliśmy samochodem po mieście. Raz zaczepił głuchoniemego a kolejną osobą okazał się niemowa … Kiedy jechaliśmy na działkę całą rodzinką i z naszej syreny odpadł tłumik … Zły na zdarzenie a jednak rozbawiony nietypowością sytuacji.

Miał wielkie serce, którym obdarował nie tylko dzieci i żonę, ale również teściową i teścia. Na każde zawołanie w trakcie choroby mojego dziadka, zawsze z wyciągniętą ręką wobec mojej babci. Kochał swoją żonę i był przez nią kochany :lol:  Taki duży mądropchełek w swojej dziedzinie. Patrzył na instrukcję, kabelki, instalacje i zawsze wiedział co zrobić. Był nieoceniony, nawet kiedy już nie mógł pracować bo był z byt chory. Wtedy proszono go, by po prostu pomyślał … Bywał czasem nieporadny. Przerastało go malowanie mebli czy naprawa stołka.  :mrgreen:

Zwykły, niezwykły człowiek. Zwykły bo taki z niedoskonałościami ☺ Niezwykły bo bez niego ciężko… Tęsknię za Tobą tato. 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wierzenie.

20 mar

Rozkładałam małą dłoń i patrzyłam na linie papilarne. Wpatrywałam się najmocniej jak umiałam i szukałam … maleńkich, tycich ludzi. Szczerze wierzyłam, że ONI tam są. Żyją jak ja, jak inni. Tam właśnie na mojej małej, dziecięcej, może wtedy 8 letniej dłoni istniał inny, alternatywny świat. Nie był baśniowy pełen dziwów i cudów. Zwykły, rzeczywisty a wręcz naturalistyczny do granic. Taki, w jakim żyłam. Gdzie wcinało się czereśnie na wyścigi, biegało ze skakanką do obdarcia kolan. Mój prywatny świat wyobraźni, w którym żyła również mała dziewczynka, która rozkładając dłoń szukała maleńkich, tycich ludzi. Szczerze w to wierzyłam  :mrgreen: .

Patrzyłam w niebo i szukałam gwiazd, które miały dla mnie jakiś plan. Mój LOS, gdzieś tam zapisany pobudzał moją wyobraźnię. Spoglądając nastoletnimi oczyma w nocną przestrzeń zastanawiałam się co mi pisane i jak wykorzystam swoje szanse. Te, które napotkam na drodze, i te które sama stworzę. Wciąż oddychałam pełną piersią i nie straszne mi były przeciwności i trudności. Taka buta wobec życia i płoche przekonanie, że życie należy do tych, którzy w nie wkraczają. Szczerze w to wierzyłam ;-)  .

Na długie, trwające prawie wieczność 10 czy 100 lat zamknęłam oczy i zacisnęłam dłonie w pięści. Nie spoglądałam już w gwiazdy. Przynosiły tylko złe decyzje, szczerze znienawidzone fatum wisiało nad moimi krokami. Jakbym była w klatce i każdy ruch oznaczał poruszanie się w kółko. W złym miejscu o złej porze … kiepskie rozwiązanie … niepojęte lawiny od jednego płatka śniegu… Już nawet nie otwierałam dłoni. Bałam się, że spojrzę w oczy tej nieszczęśliwej, maleńkiej, tyciej kobiecie z mojego alternatywnego świata. Ten widok rozsypałby mnie po tej stronie do końca. Szczerze w to wierzyłam …

Patrzyłam kilka dni temu w gwiazdy. „Patrz, jaki śliczny księżyc” powiedziałam z uśmiechem. Kilka minut wcześniej, ciepło na mnie patrząc, leciutko rozplatał moje palce. Wtedy odczytałam to jak taki … zabobonny znak  :mrgreen: . Nie wiem jak będzie. Nikt tego nie wie. A jednak zaczynam oddychać i unosić wzrok. Dzisiaj pierwszy raz patrzyłam na dłoń z uśmiechem na wspomnienia tych moich dziecinnych bajań. Czas, kilka dobrych decyzji i to, że wczoraj, dzisiaj jest dłoń która trzymając moją, delikatnie kciukiem znaczy miejsce mojego dziecinnego świata. Jest dobrze. Będzie jeszcze lepiej. Szczerze w to wierzę  :lol: .

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Chcę do domu!

05 mar

Spoglądałam na znane twarze, które do mnie się uśmiechały. Rozglądałam się po znanym pokoju i z uwagą obserwowałam drobne zmiany. Kolor ścian pozostał „oryginalnie” biały a niebieskie rolety o dziwo nie przepuszczały zbyt dużo słońca. :mrgreen: Zielony ogromny kwiat w rogu lekko urósł. Było upalnie, co akurat nijak miało się do mojego stroju. Ogólnie nie pasowałam do miejsca w którym byłam …

Usłyszałam za sobą głos „Na reszcie jesteś! Jak się cieszę!”. Doskonale znałam jego tembr i czułam, a właściwie to widziałam, że jestem w  … pracy, dawnej pracy. Zdołałam się tylko uśmiechnąć, bo słowa z emocji utknęły mi w gardle. Udawałam przed NIMI i sobą, a może tylko przed sobą, że wszystko jest kolokwialnie OK. Poczułam uściski na barkach i widziałam ICH ruchy warg. Słyszałam tylko Uśkę, która przeplatała tonacyjnie i informacyjnie „nowinki”. Urywane strzępki słów, które pozwalały sądzić, że są naprawdę zadowoleni z mojego powrotu. To Uśka była przekaźnikiem wszystkich informacji – i tych lepszych i tych gorszych. Zapadały we mnie jak kamienie w wodę „jak dobrze, że znowu jesteś” … „brakowało nam Ciebie” … „Naprawdę tęskniliśmy” … „Nasze miasto Nigdzie jest takie smutne” …. „W Nigdzie nic się nie dzieje, nic nie ma” … „Nigdzie to marazm, ale może się zmieni” … „Taka jestem szczęśliwa, iż będzie jak dawniej” ….

Skupiłam całą siłę by się nie rozpłakać. W duszy kołatało mi się „Chcę do domu!”. Tak bardzo chciałam wrócić do swojego Gdzieś. Teraz w Gdzieś był mój dom, moje życie. Tęskniłam za ludźmi, którzy zostali w Nigdzie, jednak dusza i całe jestestwo rwało się do Gdzieś. Nagle uświadomiłam sobie, że zmieniłam dom. Po dwóch latach przeprowadzki pomyślałam o Gdzieś jako o DOMU. Bo teraz tutaj jest moje serce, nawet jeśli czasem zatęsknię za dobrym wspomnieniem w Nigdzie.

Obudziłam się. Odetchnęłam, wtuliłam w ciepłe plecy i z poczuciem zadowolenia zasypiałam ponownie. W domu, w Gdzieś, w uścisku który osadza mnie jeszcze bardziej w nowej rzeczywistości. 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Z nosem na szybie.

21 lut

Od wczoraj siedzę z nosem na szybie. Przynajmniej tak się czuję  :mrgreen: . Niby robię wszystko normalnie, niby piję kawę, jem, sprzątam, szyję … a jednak tylko „NIBY”. Tak, jak dziecko czekające na pierwszą gwiazdkę, siedzę sobie w oknie dni i nos przysuwam do szyby mojej codzienności. Wypatruję mojego Miśka a wewnętrzny zegar coraz głośniej wybija rytm „jeszcze chwila, jeszcze chwila”. Mój Miś :-D … Pojawi się, uśmiechnie i będzie. Po prostu będzie ze mną, przy mnie, na wyciągniecie ręki, nosa i ust :twisted:

I wiem, że wyjedzie a ja będę czekać. Na swoje, nasze święto powrotu. Za każdym razem tak samo wyjątkowe mimo, że niosące inność dni. Pozostawi na kilka tygodni zapach na poduszce i koszulce w której śpi. Trochę wspomnień zupełnie zwykłych a poruszających serce … Jak się uśmiecha włącznie z oczami … Jak pokazuje mi nowy film … Jak puszcza swoją ulubioną muzykę … Jak żywo rozmawia lub leniwie przyciąga do siebie i całuje w głowę … Jak daje całym sobą tysiące malutkich a jakże wyjątkowo ważnych chwil zapadających się we mnie.

Czekam. Powstrzymuję swoją niecierpliwość … Trudne to  :roll:  :mrgreen: . Przyklejam znowu nos do szyby, zerkam na komórkę. Wiem, że zmęczony, stęskniony, spragniony życia JEDZIE. Uśmiecham się do świata za oknem, bo wraca mój Miś.   :lol:

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wczoraj i dziś.

09 lut

Dawno, dawno temu …  :mrgreen: Tak naprawdę to nie tak dawno, a czasem myślę, że w innym życiu marzyłam. Marzyłam i próbowałam wizualizować swoje marzenia. Oczyma wyobraźni widziałam siebie jak idę plażą, rozglądam się i uwieczniam na fotografiach to co mnie porusza. Jak każde zdjęcie oddaje to jak widzę świat i otaczającą mnie rzeczywistość. Jeszcze rok temu w Niemczech w ramach „pocieszania” swojej duszy tak właśnie próbowałam oddalić, schować za szybą ciężką pracę i nienajlepsze warunki.

I nagle … i nagle jechałam autobusem w stronę ulubionej plaży. Dzierżyłam aparat w dłoni, który dodatkowo spoczywał na pasku na szyi. Wyglądało to tak, jakby samodzielnie mógł uciec, a ja nie chciałam go puścić  :mrgreen: Wysiadłam i już idąc w stronę morza pstrykałam pierwsze, małe dzieła  :lol: . Powoli, łapiąc oddech naciskałam spust. Inne ustawienie, inny zoom, inna opcja … W głowie słyszałam mojego Mikołaja „baw się nim!  :-D „. Tak, właśnie rozluźniona, szczęśliwa i zmarznięta bawiłam się. Teraz, dziś spełniam marzenia :). Niejedno marzenie …  

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Niespodzianka.

01 lut

Oszołomiona wpatrywałam się w komórkę i z niedowierzaniem czytałam słowa ” … w Polsce”. Złapałam oddech i ledwo zaznaczając prywatną przerwę wybiegłam z pokoju. Byłam w pracy i wszyscy z niedowierzaniem patrzyli na mnie – nie zdarza mi się wyskoczyć zza biurka jak po oparzeniu ledwo wyduszając z siebie „… muszę zadzwonić, mój Miś …”. :lol: Musiałam usłyszeć Jego głos, by upewnić się, że źle nie czytam, że to prawda. Że będę mogła wtulić się w ramiona za którymi tak tęsknie i dać tyle ciepła i czułości ile tylko zapragnę. W słuchawce rozległo się uśmiechnięte zapewnienie, które nie pozwalało mi ze spokojem przebrnąć przez 8 godzin pracy. Czekając jak mała dziewczynka przebierałam nogami z radości. Prawie frunęłam do wyjścia by spojrzeć w te niezwykłe czasem szare, czasem zielone lub nawet błękitne oczy. Otworzyłam drzwiczki samochodu i siadając wciągałam w płuca zapach. Teraz CZUŁAM że JEST. Moja cudowna niespodzianka  :lol: .

To był jeden z lepszych weekendów. Taki zwyczajny a pełen niezwykłości. Spokój, uśmiech, lenistwo. Z ogromną dozą czułości, dotyku, uśmiechu, tulenia, niespiesznych rozmów. Brałam i dawałam z pełnych czar namiętności i ciepła. Nic innego się nie liczyło tylko bycie razem, bycie z Nim. I wiedziałam, że to pragnienie wspólnego spędzenia każdej wolnej chwili działa w obie strony. Nasze prywatne święto.

Ciężko mi było się rozstać z moim Miśkiem. Znów poczułam się jak mała dziewczynka, która chciała zatrzymać z całej siły swoją piątkową, najpiękniejszą niespodziankę. Jeszcze chociaż chwilę, jeszcze 5 min…. Tak. To były piękne chwile, bliskie i takie wyjątkowe. Warte każdego smutku rozstania. Warte by dla nich żyć – dla takich drobnych i jednocześnie wielkich chwil.  :lol:

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii